sobota, 6 maja 2017

Matthew Anderson

Cześć bąbelki <3 Witamy was w pięknym miesiącu jakim jest maj :* Kochamy ten miesiąc z wielu powodów (np. obie obchodzimy w maju urodziny, a w tym roku nawet wkraczamy w dorosłość :D). Jest to też miesiąc w którym powitaliśmy na świecie Klarę Lewandowską xD Przyznajcie się, kto czekał na narodziny polskiego ROYAL BABY? :D
Pozdrawiamy was serdecznie i zostawiamy do przeczytania opowiadanie o siatkarzu :D
Buziaki :*



Obudziłam się z bólem głowy. Wstałam z łóżka i od razu poszłam do kuchni, aby wziąć tabletki przeciwbólowe. Mieszkałam tu od dwóch tygodni, a dalej czułam się w tym miejscu obco. Po pracy udałam się do galerii handlowej. Wolałam chodzić po sklepach niż siedzieć sama w domu i wgapiać się w telewizor. Przechodząc zobaczyłam na wystawie czerwoną sukienkę. Zakupy zawsze poprawiały mi samopoczucie, dlatego weszłam do sklepu i postanowiłam przymierzyć kieckę, która mi się spodobała. Idąc do przymierzalni spotkałam dawną znajomą.
-Hej kochana! Co tu robisz?-zapytała brunetka.
-O matko...Nie poznałam Cię! - przyznałam szczerze, gdy zorientowałam się kim jest brunetka.
-Aż tak się chyba nie zmieniłam - zachichotała.
-Świetnie wyglądasz - popatrzyłam pełna podziwu.
-Na pewno nie wyglądam lepiej od Ciebie. Zazdrościłam Ci tych włosów i długich nóg.  Zawsze każdy facet się za Tobą oglądał - powiedziała.
-Nie przesadzaj- powiedziałam.
-Matt ubrałeś się już?-zapytała, a moim oczom ukazał się wysoki i przystojny mężczyzna.
-Tak, skarbie - odpowiedział.
-To jest mój chłopak  Matthew, a to moja koleżanka z dawnych lat. Razem na wagary chodziłyśmy - zaśmiała się, a ja nie mogłam oderwać oczu od tego faceta...
-Kochanie musimy iść, ja zaraz mam trening -powiedział, a mnie przeszedł dreszcz gdy usłyszałam jego głos.
-Matt jest siatkarzem - oznajmiła brunetka, a po chwili dodała - Musimy już lecieć, podaj mi swój numer. Skontaktujemy się  - powiedziała zadowolona.
Po kilku minutach brunetka i jej przystojniak wyszli ze sklepu, a ja poszłam przymierzyć sukienkę. Kupiłam ją i wróciłam do domu. Gdy położyłam się wieczorem spać przed oczami dalej miałam siatkarza i jego cudowne spojrzenie...

Kilka dni później
Siedziałam zamyślona na kanapie. Ocknęłam się dopiero, gdy usłyszałam krople deszczu stukające o parapet. Wstałam na równe nogi i poszłam się umalować. Ubrałam się i wzięłam parasolkę do ręki, po czym wyszłam z mieszkania. Po trzydziestu minutach znalazłam się pod mieszkaniem mojej koleżanki.
-Hej kochana! Wchodź, wchodź. Śmiało - brunetka zaprosiła mnie do środka.
-Co tak pięknie pachnie?-zapytałam.
-Zrobiłam ciasto marchewkowe. Posiedzimy, zjemy, powspominamy licealne czasy - zachichotała.
Usiadłam na kuchennym krzesełku. Kuchnia była urządzona w nowoczesnym stylu. Wszystko prawie było w białym kolorze. Rozglądałam się po kuchni, a po chwili koleżanka postawiła przede mną talerzyk z ciastem.
-Dawno nie jadłam nic tak pysznego. Mam dwie lewe ręce do gotowania, pieczenia. Nawet się do tego nie zabieram - powiedziałam śmiejąc się.
-Oo to tak jak Matt. Ja gotuję, a on sprząta - zaśmiała się.
Po jakimś czasie usłyszałam trzask drzwi.
-Cześć kochanie!-brunetka rzuciła się w ramiona swojego ukochanego.
Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Byłam młoda, atrakcyjna, ale nikogo nie miałam. Mężczyźni się za mną oglądali, ale ja nie szukałam związku na jedną noc. Chciałam znaleźć prawdziwą miłość. Z zamyślenia wyrwał mnie głos brunetki.
-Pójdę do łazienki, a wy sobie pogadajcie - uśmiechnęła się serdecznie.
Brunet usiadł na przeciwko mnie. Patrzyłam na niego nieśmiało. Czułam że robię się czerwona. Serce biło mi coraz szybciej. Czułam jego zapach i jego wzrok na sobie. Spojrzałam mu w oczy. Nie odezwaliśmy się do siebie nawet słowem. Patrzyłam na niego, a on na mnie. Po chwili jednak wróciła jego ukochana, a ja po pewnym czasie zaczęłam zbierać się do domu.

Tydzień później.
Wyszłam z pracy i ciężko westchnęłam. W biurze miałam koszmarny dzień, a pogoda tego dnia doprowadzała mnie do jeszcze większej złości. Od dobrych kilku tygodni padało, a ja deszczu nienawidziłam... Wyciągnęłam więc parasolkę i ruszyłam do domu. Na jednej z ulic ochlapał mnie czarny elegancki samochód.
-Ku*wa mać!-wrzasnęłam.
-Przepraszam, nie zauważyłem Cię...-moim oczom ukazał się Matt. Chłopak mojej koleżanki, którego sama obecność doprowadzała mnie do dziwnego stanu. Tysiące motyli latało w moim brzuchu.
-Okej...-wyszeptałam.
-Podwieźć Cię?-zaproponował cały czas patrząc na mnie.
-Nie chce robić problemu...-powiedziałam cicho.
-Właśnie wracam z treningu do domu, więc nigdzie się nie spieszę. Wsiadaj - otworzył mi drzwi od samochodu, a ja z miękkimi kolanami wsiadłam do jego auta.
-Moja dziewczyna wiele mi o Tobie opowiadała - powiedział zerkając na mnie kątem oka.
-A co Ci o mnie mówiła?-zapytałam po chwili.
-Opowiadała, że zawsze Ci zazdrościła adoratorów. Miała rację, mówiąc że jesteś śliczna...-powiedział ściszonym głosem.
Zaczerwieniłam się. Gdybym rozmawiała z innym facetem pewnie pociągnęłabym jakoś rozmowę, ale przy nim nie mogłam. Miałam problem żeby złożyć jedno zdanie przy tym mężczyźnie. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod moim mieszkaniem.
-Dziękuję - powiedziałam lekko się uśmiechając.
-W ramach podziękowania możesz mnie zaprosić na herbatę - powiedział uśmiechając się szeroko.
-Nie żartuj sobie ze mnie, tylko wracaj do dziewczyny - powiedziałam lekko zdenerwowana.
-Myślisz, że mógłbym żartować? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Chodź - uśmiechnęłam się i cała zdenerwowana poszłam w kierunku mieszkania.
Po kilku minutach znajdowaliśmy się w mojej kuchni. Stałam przy blacie i wyjęłam dwa kubki. On stał bardzo blisko mnie. Tak blisko, że czułam jego zapach.
-Zostaw to - powiedział łapiąc mnie za rękę.
-Co Ty robisz? - zapytałam zaskoczona.
-Zawsze się tak trzęsiesz? Czy tylko przy mnie? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Tylko przy Tobie...-wyszeptałam, gdy stałam centymetr od niego.
Przyciągnął mnie do siebie i lekko całował moje usta. Czułam się jak w raju. Pozwalałam żeby mnie dotykał. W pewnej chwili jednak wrócił mój rozsądek.
-Matt...Wyjdź...-odsunęłam się.
-Oboje tego chcemy - powiedział.
-Czego chcemy? - zapytałam go, ale nic nie odpowiedział.
Po chwili zostałam w mieszkaniu sama z wyrzutami sumienia, że całowałam się z chłopakiem mojej koleżanki.

Kilka dni później. 
Dreptałam po mieszkaniu w piżamie. Tego dnia nie musiałam iść do pracy, więc postanowiłam cały dzień przesiedzieć w domu przed telewizorem. Oglądałam telenowelę i zajadałam się ciastkami, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Jak Ci nie wstyd??!! - krzyczała brunetka wchodząc do mojego mieszkania.
-Ale nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi...-powiedziałam zdenerwowana.
-Matt dzisiaj ze mną zerwał! A wiesz dlaczego? Powiedział, że znalazł kobietę swojego życia! Nie może normalnie funkcjonować od kiedy pojawiłaś się w jego życiu! Zostawił mnie dla Ciebie!-wybuchnęła płaczem.
-Między nami do niczego nie doszło...-próbowałam się bronić.
-Zawsze Ci zazdrościłam urody...Faceci się za Tobą oglądali! Mogłabyś mieć każdego! A Ty akurat upolowałaś mojego chłopaka! Jesteś podłą żmiją!-krzyknęła i wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami.
Usiadłam na podłodze. Zastanawiałam się co mam robić ze swoim życiem. Po kilku godzinach dzwonek do moich drzwi zabrzmiał kolejny raz tego dnia.
-Heeej...-moim oczom ukazał się siatkarz trzymający bukiet czerwonych róż.
-Po co jej powiedziałeś o naszym pocałunku?-zapytałam wściekła.
-Powiedziałem jej prawdę! Odkąd pierwszy raz Cię zobaczyłem, wiem że to na Ciebie czekałem przez te lata. Kocham Cię do szaleństwa! - powiedział przysuwając się do mnie.
-Ty mnie nawet nie znasz! Skąd możesz wiedzieć, że to na mnie czekasz?
-To się czuje! Ty nie czujesz tego samego?-zapytał, ale nie usłyszał odpowiedzi z mojej strony.
-Spójrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz!-krzyknął.
Patrzyłam na niego i nie mogłam oderwać od niego oczu. Chciałam znowu poczuć smak jego ust. Poczułam nagły przypływ emocji, i już nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Czułam tylko pragnienie miłości...
-Dotknij mnie...wyszeptałam i dotknęłam jego ciepłej dłoni.
Przysunął się do mnie tak, że nasze ciała dzielił milimetr. Pocałował mnie lekko w szyję, cały czas mnie dotykając.
-Chcesz mnie? - zapytał między pocałunkami.
-Zakochałam się w Tobie...-powiedziałam i dotknęłam jego policzka.
-Ja w Tobie też skarbie...-powiedział i mnie pocałował.
-Chce być Twoja...Zrób ze mną co tylko chcesz...-wyszeptałam i oboje poszliśmy do mojej sypialni.

Rok później
Usiadłam w kuchni przy stole i nalałam sobie soku do szklanki. Dokładnie rok temu popełniłam swój życiowy błąd. Nie mogłam dalej żyć ze świadomością, że odbiłam chłopaka mojej koleżance. Po nocy spędzonej z Matthew spotkaliśmy się kilka razy. Ja jednak zerwałam z nim znajomość. Dzwonił, pisał, jednak później odpuścił. Nie umiałam budować szczęścia na cudzym cierpieniu. Wolałam żyć w samotności...Siedziałam w pustym mieszkaniu i wpatrywałam się w pustą już szklankę. Wstałam i włączyłam laptopa. Postanowiłam nie rozmyślać nad swoimi decyzjami, których nie mogłam cofnąć. Na jednym z portali społecznościowych dostałam wiadomość...Wiadomość, którą napisała była dziewczyna Matta...Byłam w szoku, gdy czytałam to co było zawarte w wiadomości. Najbardziej jednak zszokował mnie fragment "Nie przepraszaj za miłość. To nie wasza wina, że się kochacie...Ja już się z tym pogodziłam... Dajcie sobie szansę i pozwólcie aby wasza miłość kwitła".  Nie mogłam w to uwierzyć...Po chwili namysłu wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer siatkarza.
-Matthew?-powiedziałam.
-Tak?-zapytał.
-Musimy się spotkać...-odpowiedziałam.
-Oczywiście! Cieszę się, że znowu mogę usłyszeć Twój głos! Tęsknię za Tobą...Nie chcę już żyć bez Ciebie...-powiedział ze szczerością w głosie.
-Ja za Tobą też tęsknię...I dlatego chcę się spotkać kochanie...-powiedziałam, a po policzku spłynęła mi łza. Łza szczęścia, bo dostałam szansę na to, aby być z ukochanym mężczyzną.