sobota, 6 maja 2017

Matthew Anderson

Cześć bąbelki <3 Witamy was w pięknym miesiącu jakim jest maj :* Kochamy ten miesiąc z wielu powodów (np. obie obchodzimy w maju urodziny, a w tym roku nawet wkraczamy w dorosłość :D). Jest to też miesiąc w którym powitaliśmy na świecie Klarę Lewandowską xD Przyznajcie się, kto czekał na narodziny polskiego ROYAL BABY? :D
Pozdrawiamy was serdecznie i zostawiamy do przeczytania opowiadanie o siatkarzu :D
Buziaki :*



Obudziłam się z bólem głowy. Wstałam z łóżka i od razu poszłam do kuchni, aby wziąć tabletki przeciwbólowe. Mieszkałam tu od dwóch tygodni, a dalej czułam się w tym miejscu obco. Po pracy udałam się do galerii handlowej. Wolałam chodzić po sklepach niż siedzieć sama w domu i wgapiać się w telewizor. Przechodząc zobaczyłam na wystawie czerwoną sukienkę. Zakupy zawsze poprawiały mi samopoczucie, dlatego weszłam do sklepu i postanowiłam przymierzyć kieckę, która mi się spodobała. Idąc do przymierzalni spotkałam dawną znajomą.
-Hej kochana! Co tu robisz?-zapytała brunetka.
-O matko...Nie poznałam Cię! - przyznałam szczerze, gdy zorientowałam się kim jest brunetka.
-Aż tak się chyba nie zmieniłam - zachichotała.
-Świetnie wyglądasz - popatrzyłam pełna podziwu.
-Na pewno nie wyglądam lepiej od Ciebie. Zazdrościłam Ci tych włosów i długich nóg.  Zawsze każdy facet się za Tobą oglądał - powiedziała.
-Nie przesadzaj- powiedziałam.
-Matt ubrałeś się już?-zapytała, a moim oczom ukazał się wysoki i przystojny mężczyzna.
-Tak, skarbie - odpowiedział.
-To jest mój chłopak  Matthew, a to moja koleżanka z dawnych lat. Razem na wagary chodziłyśmy - zaśmiała się, a ja nie mogłam oderwać oczu od tego faceta...
-Kochanie musimy iść, ja zaraz mam trening -powiedział, a mnie przeszedł dreszcz gdy usłyszałam jego głos.
-Matt jest siatkarzem - oznajmiła brunetka, a po chwili dodała - Musimy już lecieć, podaj mi swój numer. Skontaktujemy się  - powiedziała zadowolona.
Po kilku minutach brunetka i jej przystojniak wyszli ze sklepu, a ja poszłam przymierzyć sukienkę. Kupiłam ją i wróciłam do domu. Gdy położyłam się wieczorem spać przed oczami dalej miałam siatkarza i jego cudowne spojrzenie...

Kilka dni później
Siedziałam zamyślona na kanapie. Ocknęłam się dopiero, gdy usłyszałam krople deszczu stukające o parapet. Wstałam na równe nogi i poszłam się umalować. Ubrałam się i wzięłam parasolkę do ręki, po czym wyszłam z mieszkania. Po trzydziestu minutach znalazłam się pod mieszkaniem mojej koleżanki.
-Hej kochana! Wchodź, wchodź. Śmiało - brunetka zaprosiła mnie do środka.
-Co tak pięknie pachnie?-zapytałam.
-Zrobiłam ciasto marchewkowe. Posiedzimy, zjemy, powspominamy licealne czasy - zachichotała.
Usiadłam na kuchennym krzesełku. Kuchnia była urządzona w nowoczesnym stylu. Wszystko prawie było w białym kolorze. Rozglądałam się po kuchni, a po chwili koleżanka postawiła przede mną talerzyk z ciastem.
-Dawno nie jadłam nic tak pysznego. Mam dwie lewe ręce do gotowania, pieczenia. Nawet się do tego nie zabieram - powiedziałam śmiejąc się.
-Oo to tak jak Matt. Ja gotuję, a on sprząta - zaśmiała się.
Po jakimś czasie usłyszałam trzask drzwi.
-Cześć kochanie!-brunetka rzuciła się w ramiona swojego ukochanego.
Poczułam lekkie ukłucie w sercu. Byłam młoda, atrakcyjna, ale nikogo nie miałam. Mężczyźni się za mną oglądali, ale ja nie szukałam związku na jedną noc. Chciałam znaleźć prawdziwą miłość. Z zamyślenia wyrwał mnie głos brunetki.
-Pójdę do łazienki, a wy sobie pogadajcie - uśmiechnęła się serdecznie.
Brunet usiadł na przeciwko mnie. Patrzyłam na niego nieśmiało. Czułam że robię się czerwona. Serce biło mi coraz szybciej. Czułam jego zapach i jego wzrok na sobie. Spojrzałam mu w oczy. Nie odezwaliśmy się do siebie nawet słowem. Patrzyłam na niego, a on na mnie. Po chwili jednak wróciła jego ukochana, a ja po pewnym czasie zaczęłam zbierać się do domu.

Tydzień później.
Wyszłam z pracy i ciężko westchnęłam. W biurze miałam koszmarny dzień, a pogoda tego dnia doprowadzała mnie do jeszcze większej złości. Od dobrych kilku tygodni padało, a ja deszczu nienawidziłam... Wyciągnęłam więc parasolkę i ruszyłam do domu. Na jednej z ulic ochlapał mnie czarny elegancki samochód.
-Ku*wa mać!-wrzasnęłam.
-Przepraszam, nie zauważyłem Cię...-moim oczom ukazał się Matt. Chłopak mojej koleżanki, którego sama obecność doprowadzała mnie do dziwnego stanu. Tysiące motyli latało w moim brzuchu.
-Okej...-wyszeptałam.
-Podwieźć Cię?-zaproponował cały czas patrząc na mnie.
-Nie chce robić problemu...-powiedziałam cicho.
-Właśnie wracam z treningu do domu, więc nigdzie się nie spieszę. Wsiadaj - otworzył mi drzwi od samochodu, a ja z miękkimi kolanami wsiadłam do jego auta.
-Moja dziewczyna wiele mi o Tobie opowiadała - powiedział zerkając na mnie kątem oka.
-A co Ci o mnie mówiła?-zapytałam po chwili.
-Opowiadała, że zawsze Ci zazdrościła adoratorów. Miała rację, mówiąc że jesteś śliczna...-powiedział ściszonym głosem.
Zaczerwieniłam się. Gdybym rozmawiała z innym facetem pewnie pociągnęłabym jakoś rozmowę, ale przy nim nie mogłam. Miałam problem żeby złożyć jedno zdanie przy tym mężczyźnie. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod moim mieszkaniem.
-Dziękuję - powiedziałam lekko się uśmiechając.
-W ramach podziękowania możesz mnie zaprosić na herbatę - powiedział uśmiechając się szeroko.
-Nie żartuj sobie ze mnie, tylko wracaj do dziewczyny - powiedziałam lekko zdenerwowana.
-Myślisz, że mógłbym żartować? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Chodź - uśmiechnęłam się i cała zdenerwowana poszłam w kierunku mieszkania.
Po kilku minutach znajdowaliśmy się w mojej kuchni. Stałam przy blacie i wyjęłam dwa kubki. On stał bardzo blisko mnie. Tak blisko, że czułam jego zapach.
-Zostaw to - powiedział łapiąc mnie za rękę.
-Co Ty robisz? - zapytałam zaskoczona.
-Zawsze się tak trzęsiesz? Czy tylko przy mnie? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Tylko przy Tobie...-wyszeptałam, gdy stałam centymetr od niego.
Przyciągnął mnie do siebie i lekko całował moje usta. Czułam się jak w raju. Pozwalałam żeby mnie dotykał. W pewnej chwili jednak wrócił mój rozsądek.
-Matt...Wyjdź...-odsunęłam się.
-Oboje tego chcemy - powiedział.
-Czego chcemy? - zapytałam go, ale nic nie odpowiedział.
Po chwili zostałam w mieszkaniu sama z wyrzutami sumienia, że całowałam się z chłopakiem mojej koleżanki.

Kilka dni później. 
Dreptałam po mieszkaniu w piżamie. Tego dnia nie musiałam iść do pracy, więc postanowiłam cały dzień przesiedzieć w domu przed telewizorem. Oglądałam telenowelę i zajadałam się ciastkami, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Jak Ci nie wstyd??!! - krzyczała brunetka wchodząc do mojego mieszkania.
-Ale nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi...-powiedziałam zdenerwowana.
-Matt dzisiaj ze mną zerwał! A wiesz dlaczego? Powiedział, że znalazł kobietę swojego życia! Nie może normalnie funkcjonować od kiedy pojawiłaś się w jego życiu! Zostawił mnie dla Ciebie!-wybuchnęła płaczem.
-Między nami do niczego nie doszło...-próbowałam się bronić.
-Zawsze Ci zazdrościłam urody...Faceci się za Tobą oglądali! Mogłabyś mieć każdego! A Ty akurat upolowałaś mojego chłopaka! Jesteś podłą żmiją!-krzyknęła i wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami.
Usiadłam na podłodze. Zastanawiałam się co mam robić ze swoim życiem. Po kilku godzinach dzwonek do moich drzwi zabrzmiał kolejny raz tego dnia.
-Heeej...-moim oczom ukazał się siatkarz trzymający bukiet czerwonych róż.
-Po co jej powiedziałeś o naszym pocałunku?-zapytałam wściekła.
-Powiedziałem jej prawdę! Odkąd pierwszy raz Cię zobaczyłem, wiem że to na Ciebie czekałem przez te lata. Kocham Cię do szaleństwa! - powiedział przysuwając się do mnie.
-Ty mnie nawet nie znasz! Skąd możesz wiedzieć, że to na mnie czekasz?
-To się czuje! Ty nie czujesz tego samego?-zapytał, ale nie usłyszał odpowiedzi z mojej strony.
-Spójrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz!-krzyknął.
Patrzyłam na niego i nie mogłam oderwać od niego oczu. Chciałam znowu poczuć smak jego ust. Poczułam nagły przypływ emocji, i już nie miałam żadnych wyrzutów sumienia. Czułam tylko pragnienie miłości...
-Dotknij mnie...wyszeptałam i dotknęłam jego ciepłej dłoni.
Przysunął się do mnie tak, że nasze ciała dzielił milimetr. Pocałował mnie lekko w szyję, cały czas mnie dotykając.
-Chcesz mnie? - zapytał między pocałunkami.
-Zakochałam się w Tobie...-powiedziałam i dotknęłam jego policzka.
-Ja w Tobie też skarbie...-powiedział i mnie pocałował.
-Chce być Twoja...Zrób ze mną co tylko chcesz...-wyszeptałam i oboje poszliśmy do mojej sypialni.

Rok później
Usiadłam w kuchni przy stole i nalałam sobie soku do szklanki. Dokładnie rok temu popełniłam swój życiowy błąd. Nie mogłam dalej żyć ze świadomością, że odbiłam chłopaka mojej koleżance. Po nocy spędzonej z Matthew spotkaliśmy się kilka razy. Ja jednak zerwałam z nim znajomość. Dzwonił, pisał, jednak później odpuścił. Nie umiałam budować szczęścia na cudzym cierpieniu. Wolałam żyć w samotności...Siedziałam w pustym mieszkaniu i wpatrywałam się w pustą już szklankę. Wstałam i włączyłam laptopa. Postanowiłam nie rozmyślać nad swoimi decyzjami, których nie mogłam cofnąć. Na jednym z portali społecznościowych dostałam wiadomość...Wiadomość, którą napisała była dziewczyna Matta...Byłam w szoku, gdy czytałam to co było zawarte w wiadomości. Najbardziej jednak zszokował mnie fragment "Nie przepraszaj za miłość. To nie wasza wina, że się kochacie...Ja już się z tym pogodziłam... Dajcie sobie szansę i pozwólcie aby wasza miłość kwitła".  Nie mogłam w to uwierzyć...Po chwili namysłu wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer siatkarza.
-Matthew?-powiedziałam.
-Tak?-zapytał.
-Musimy się spotkać...-odpowiedziałam.
-Oczywiście! Cieszę się, że znowu mogę usłyszeć Twój głos! Tęsknię za Tobą...Nie chcę już żyć bez Ciebie...-powiedział ze szczerością w głosie.
-Ja za Tobą też tęsknię...I dlatego chcę się spotkać kochanie...-powiedziałam, a po policzku spłynęła mi łza. Łza szczęścia, bo dostałam szansę na to, aby być z ukochanym mężczyzną.                                            

sobota, 15 kwietnia 2017

Kimi Räikkönen

Hej kochaniutkie! Dzisiaj trochę krótko, ale postaramy się zostać na dłużej 😊 Życzymy wam spokojnych Świąt Wielkiej Nocy 😊 Oby Jezus zagościł w waszych domach 😊 Trzymajcie się cieplutko ❤
Pozdrawiamy, Ola i Magda. 

Usiadłem przed telewizorem i wziąłem do ręki pilota. Do pokoju jak burza wpadła moja partnerka.
-Może ruszysz swój tyłek i mi pomożesz?-warknęła.
-A w czym mam Ci pomagać? Przecież ja nie umiem gotować! - broniłem się.
-To nie chodzi o obiad. Mógłbyś na przykład wstawić pranie albo odkurzyć! A Ty nic! Nic Cię nie interesuje! - krzyknęła.
-Zarabiam na to żebyś miała na fryzjera i inne swoje zachcianki! - odpowiedziałem.
- Na moje zachcianki?! - oburzyła się.
-A na czyje??? - zapytałem wkurzony.
-Mógłbyś czasem docenić to co dla Ciebie robię. - powiedziała i trzasnęła drzwiami.

Kilka dni później
Wstałem rano i podreptałem do kuchni. Moja partnerka siedziała przy stole i przeglądała kolorową gazetkę.
-A śniadanie będzie? - zapytałem.
-Możesz je sobie zrobić sam! - odparła.
-Wstałaś lewą nogą czy zbliża Ci się okres? - zapytałem uszczypliwie.
-Nie jestem Twoją służącą, więc śniadanie zrobisz sobie sam! - wstała i wyszła z kuchni.
-A może zaczniesz sama na siebie zarabiać?! - zapytałem wkurzony.
-Zacznę. Mało tego.  Nie będziesz musiał mnie w ogóle oglądać. Wyprowadzam się. - wyjęła z szafy walizkę i zaczęła się pakować.
-Nie będę Cię zatrzymywał. Rób sobie co chcesz. - odparłem.
-Mówisz to z takim spokojem po pięciu latach spędzonych razem? -zapytała ze łzami w oczach.
-Gdybym Cię kochał to bym Cię zatrzymał. - powiedziałem i wyszedłem z mieszkania.

Miesiąc później
Stałem w łazience i próbowałem włączyć pranie. W mieszkaniu panował bałagan. Postanowiłem posprzątać choć nie było to takie łatwe jak mi się wydawało. Obowiązki domowe okazały się być dla mnie czymś bardzo skomplikowanym. Gdy już skończyłem postanowiłem wybrać się na imprezę. Nie chciałem siedzieć w domu, wolałem balować i szukać przygód.

Pół roku później
Po wygranym rajdzie postanowiłem się zabawić. Poszedłem do klubu gdzie poznałem piękną dziewczynę. Tej samej nocy wylądowaliśmy w łóżku. Gdy obudziłem się rano byłem w mieszkaniu sam. Zajrzałem do portfela.
Był pusty. Z moich ust wyleciała wiązanka wulgaryzmów. Poszedłem do kuchni gdzie przywitały mnie niepozmywane naczynia w zlewie i bałagan na szafkach. Usiadłem przy stole i pomyślałem o mojej byłej partnerce. Zastanawiałem się gdzie teraz jest i co robi. Nie mogłem uwierzyć że to przeze mnie były te wszystkie kłótnie i to ja doprowadziłem do tego, że mnie zostawiła. Myślałem że pieniądze które jej dawałem rozwiążą wszystko. Nigdy nie rozmawialiśmy o ślubie ani o dzieciach. Nie troszczyłem się o nią. Traktowałem jak przedmiot...

Kilka dni później
Spojrzałem na zearek. Była ósma rano. Zapukałem niepewnie do drzwi. Otworzyła mi rudowłosa w piżamie w kwiatki.
-Ona jest u Ciebie prawda? - zapytałem trzymając bukiet kwiatów w rękach.
-Ona nie chce z Tobą rozmawiać! - ruda chciała zamknąć drzwi, ale powstrzymałem ją.
-Pozwól mi wejść. Chce z nią porozmawiać tylko przez chwile. - przekonywałem ją.
-Ona jest dla mnie jak siostra! Jeszcze raz ją skrzywdzisz to oberwiesz! - powiedziała ze złością, jednak pozwolia mi wejść do mieszkania.
Wszedłem do salonu i tam ujrzałem kobietę mojego życia. Moją byłą partnerkę z którą byłem ponad pięć lat. Siedziała w szlafroku na kanapie i jadła śniadanie. Padłem przed nią na kolana.
-Co Ty odwalasz? - zapytała dojadając kanapkę.
-Kocham Cię, chce żebyś do mnie wróciła. Przez te kilka miesięcy się zmieniłem. Zrozumiałem że jesteś najważniejsza!
-I ja mam Ci w to uwierzyć? - zapytała cicho.
-Byłem chamem! Nie zasłużyłem na Ciebie...Te wszystkie dni bez Ciebie były dla mnie lekcją. Teraz już wiem że nie chce nic zmieniać w swoim życiu. Kochanie, chce żebyś była matką moich dzieci. Wyjdziesz za mnie? - z kieszeni spodni wyjąłem małe pudełko w którym lśnił złoty pierścionek.
-Tak - powiedziała i rozpłakała się jak małe dziecko.

sobota, 11 marca 2017

Jenson Button

Witajcie misiaczki! Trochę rzadko tu wpadamy, ale szkoła nas dobija :(
Wysyłamy pozdrowienia na te coraz cieplejsze dni :)
Buziaki :*



Pogoda tego dnia nie zachęcała do wyjścia z domu. Ja jednak postanowiłam wyjść i iść tam gdzie zaplanowałam. Ubrałam się w ciepły płaszcz i obwiązałam się szalikiem. Gdy wyszłam z mieszkania po głowie przeszła mi myśl, aby się zawrócić i nigdzie się nie wybierać. Szybko tę myśl odrzuciłam i weszłam do windy. Po trzydziestu minutach znalazłam się na cmentarzu. Błądziłam między alejkami, szukając grobu młodej kobiety. Gdy byłam już zmęczona poszukiwaniami, które nie przynosiły rezultatu, postanowiłam wracać. Kierując się do wyjścia, spostrzegłam nagrobek, którego szukałam. Westchnęłam ciężko. Pomodliłam się i zapaliłam znicz.
-Chciałabym coś zrobić...Pomóc Twojej rodzinie tak jak Ty pomogłaś mi...-powiedziałam cichym głosem, a po twarzy spływały mi małe krople łez.
-Kim Pani jest?-usłyszałam męski głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam wysokiego mężczyznę, który uważnie mi się przyglądał.
-Ja...-chciałam wytłumaczyć kim jestem, ale zwyczajnie nie potrafiłam złożyć normalnego zdania. Bez słowa wyminęłam mężczyznę i opuściłam cmentarz.

Tydzień później
Wyjęłam dwa kubki z szafki i wsypałam do nich herbaty.
-Byłam na cmentarzu.- odwróciłam się i powiedziałam do przyjaciółki, która siedziała przy stole i jadła ciasto.
-Po co?-zapytała wypluwając wypiek.
-Chciałam się pomodlić...-powiedziałam i usiadłam obok niej.
-Nie rozumiem po co w ogóle chciałaś się dowiedzieć kim ona była, jak się nazywała. Przecież to nie powinno Cię interesować...-przyjaciółka popatrzyła na mnie niezadowolona.
-Interesuje. Gdyby nie ona nie siedziałabym tu teraz z Tobą. Może ktoś z jej rodziny potrzebuje pomocy? Może zostawiła małe dzieci?
-I co Ty masz zamiar zrobić? Odwiedzić jej rodzinę i powiedzieć: "Cześć, mam serce waszej mamy, która zginęła w wypadku, dzięki jej śmierci mogę żyć"?
-Przestań!- wkurzona wstałam z miejsca i zaczęłam nerwowo chodzić po kuchni.
-A jak inaczej chcesz to zrobić?-zapytała.
-Sama nie wiem co chce zrobić! Na pewno chce ich poznać...Dowiedzieć się czegoś o nich...-mówiłam wpatrując się w okno.
-Uważam, że zrobiłaś źle dociekając jak się ta kobieta nazywała. Dostałaś serce? Dostałaś. Żyjesz? Żyjesz. To się powinno dla Ciebie liczyć. - przyjaciółka co raz bardziej działała mi na nerwy.
-Tobie się wszystko wydaje takie proste! To nie jest proste! Ja czuję, że oni mnie potrzebują...
-Jak mogą Cię potrzebować skoro Cię nie znają??!-wrzasnęła.
-Mam w sobie coś z  ich matki...Po prostu to czuję.-powiedziałam szczerze.
-Pomieszało Ci się w głowie!-powiedziała.
-Wiesz co? Może idź i przyjdź innym razem, bo ta wizyta chyba nie należy do udanych.
-Masz racje. Pójdę, a Ty się lepiej zastanów czy chcesz mieszać w życiu ludzi, którzy i tak wiele wycierpieli. Cześć.-powiedziała i wyszła z mieszkania.

Kilka dni później
Wróciłam do domu i położyłam zakupy na stole w kuchni. Wyjęłam gazetę, którą dzisiaj kupiłam i zdenerwowana zaczęłam czytać artykuł, którego tytuł brzmiał: "Znany kierowca wyścigowy nie może pozbierać się po śmierci żony".  Zdjęcie pod artykułem sprawiło, że zrozumiałam wszystko. Byłam posiadaczką serca, zmarłej żony Jensona Buttona...Z tego co przeczytałam wynikało, że został sam z dwójką dzieci. Zalałam się łzami. Czułam się odpowiedzialna za ich los i postanowiłam nie czekać. Umyłam się, ubrałam i wyszłam z mieszkania.

Tydzień później
Stałam przed dużymi dębowymi drzwiami. Chciałam już się wycofać, ale drzwi otworzyła mi mała dziewczynka.
-Dzień dobry. Jest może tata w domu?-zapytałam, a dziewczynka pokiwała głową.
Po chwili dołączył do niej mężczyzna z cmentarza.
-Słucham? W czym mogę pomóc?-zapytał.
-Ja...Jestem koleżanką z dzieciństwa pańskiej zmarłej żony ...-ostatnie słowo wypowiedziałam już nieco ciszej.
-Jasne. Wszyscy tak mówią, a potem wypisujecie jakieś głupoty w gazetach!- powiedział lekko wkurzony i chciał zamknąć drzwi, ale powstrzymałam go.
-Wyglądam na taką która kłamie?-zapytałam.
-Niech Pani wejdzie...- westchnął ciężko i zaprosił mnie do środka.
W domu panował bałagan. Mężczyzna zaprosił mnie do kuchni w której unosił się nieprzyjemny zapach, brudne naczynia w zlewie dotykały prawie sufitu. Ewidentnie nie radził sobie w roli samotnego ojca.
-Niech Pani siada.-wskazał mi krzesło przy dużym stole.
-Przyjaźniłam się z pana małżonką, ale to było tak dawno...Jeszcze w dzieciństwie...-nie patrząc w oczy mężczyzny kłamałam  najlepiej jak tylko umiałam, aby mi uwierzył.
-I co w związku z tym? - zapytał.
-Ona mi kiedyś pomogła...Chciałabym teraz się jakoś odwdzięczyć...-powiedziałam i spojrzałam w jego oczy, które były przepełnione smutkiem.
-Nigdy mi o Pani nie wspominała...-przyglądał mi się uważnie.
-Kiedyś bardzo się pokłóciłyśmy, ale teraz to nie jest ważne. Czy...Czy ja mogę jakoś pomóc?-zapytałam.
-Dlaczego zjawia się Pani teraz i tak nagle chce pomagać?-zapytał.
Spuściłam głowę w dół i rozmyślałam nad dobrą odpowiedzią. Gdy miałam już coś powiedzieć, rozdzwonił jego telefon. Wyszedł i wrócił po dziesięciu minutach.
-Muszę jechać, dlatego lepiej będzie jeśli na razie sobie Pani pójdzie...-powiedział.
-Dobrze. Rozumiem.-wstałam i skierowałam się do drzwi.
-Chwileczkę.- powiedział, a ja odwróciłam się w jego stronę - Niech Pani zostawi swój numer. Jak będę potrzebował pomocy to może się Pani przyda...- powiedział i na jego ustach można było ujrzeć lekki uśmiech przez krótką chwilę. Zapisałam swoje cyferki i wyszłam z mieszkania.

Tydzień później
Wracając z pracy postanowiłam zrobić zakupy. Przed supermarketem spotkałam Jensona i jego dzieci.
-Dzień dobry...-przywitałam się niepewnie.
-Pani nas śledzi?-zapytał zaskoczony.
-Przyszłam tylko na zakupy.-odpowiedziałam.
-Dobrze...Przepraszam. Nie powinienem tak reagować...Dzieci do samochodu!-krzyknął w kierunku swoich pociech.
-Tatooo a gdzie teraz jedziemy?-zapytał chłopiec.
-Pojedziecie do cioci.-odpowiedział.
-Ale ja jej nie lubię! Ona nie pozwala nam oglądać bajek i nie daje nam słodyczy!-zaprotestowała dziewczynka.
-Dzieci, nie róbcie cyrku. Posiedzicie grzecznie u cioci, a ja pojadę pozałatwiać sprawy.-powiedział.
-Ja nigdzie nie jadę!-tupnęła nogą dziewczynka.
-Spokojnie...Może...Może ja się nimi zajmę?-zapytałam.
-Pani?-zapytał patrząc na mnie uważnie.
-Mam całe wolne popołudnie. Mieszkam sama, więc mogę się nimi zająć.-przekonywałam go.
-A dużo masz kanałów z bajkami?-zapytał chłopiec.
-Jakieś na pewno znajdziemy.-powiedziałam i pogłaskałam go po głowie.
-Chcecie jechać do tej Pani?-zapytał swoje pociechy.
Dzieci pokiwały głowami na znak, że się zgadzają. Zabrałam je więc do swojego mieszkania. Oglądaliśmy razem bajki i jedliśmy frytki, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Przyjechałem po dzieciaki...-powiedział kierowca i zaprosiłam go do środka.
-Tatooo a przyjedziemy jeszcze kiedyś do tej cioci?-zapytała dziewczynka.
-Myślę, że tak. -odpowiedział.
-Możecie do mnie przyjeżdżać tak często jak tylko chcecie.- powiedziałam i przytuliłam ich na pożegnanie.
Po chwili cała trójka opuściła moje mieszkanie. Usiadłam przed telewizorem i zaczęłam oglądać bajkę, jednak po kilku minutach usłyszałam jak ktoś puka do drzwi. Przed nimi ujrzałam Buttona.
-Mały zostawił szalik...-powiedział.
-Tak, faktycznie. Proszę.-podałam go mężczyźnie.
-Jeśli chcesz to możesz nas odwiedzać...Tylko nie mów im prawdy...-popatrzył na mnie poważnie.
-Jakiej prawdy?-zapytałam zdenerwowana.
-Wiem o wszystkim. Lekarze na początku nie chcieli mi powiedzieć komu chcą przekazać jej serce...Ale w końcu się dowiedziałem. Byłem u Ciebie jak leżałaś w szpitalu. Na cmentarzu od razu Cię rozpoznałem. Byłem świadomy, że kłamiesz o tej przyjaźni z moją żoną...Widzę w Twoich oczach dobro jakie widziałem w niej...Możesz do nas przyjeżdżać, o ile chcesz...-wyszeptał ostatnie słowo i wyszedł z mieszkania.

Pół roku później. 
Zapukałam do drzwi, jednak nikt mi nie otwierał. Weszłam do domu, a w salonie ujrzałam Jensona z dziećmi, którzy trzymali tort.
-Wszystkiego najlepszego ciociu!-rzucili mi się w ramiona.
-Dziękuje kochani! Skąd w ogóle wiedzieliście że dzisiaj mam urodziny?-zapytałam.
-My wiemy wszystko!-powiedział Jenson.
-Na pewno.- zaśmiałam się.
-Zrobiliśmy Ci tort! Nasza mama lubiła czekoladowo-orzechowy, a Ty taki lubisz?-zapytał chłopiec.
-Uwielbiam!-przyznałam szczerze.
-To dobrze, że lubisz to co nasza mama.-powiedziała dziewczynka i wskoczyła mi na kolana.
Pocałowałam ją w głowę i mocno do siebie przytuliłam.
-Dzieciaki dajcie cioci spokojnie zjeść. Siadamy do stołu. - uśmiechnął się Jenson i po chwili razem zajadaliśmy się tortem.

sobota, 18 lutego 2017

Wojciech Szczęsny

Witajcie misiaki ♡ Lecimy z kolejną historią (tym razem troszkę inną) i uciekamy pisać dalej, bo zaległości rosną. Przepraszamy za błędy :* 
Pozdrawiamy ♡♡


Warszawa, 2005 r.
Szłam korytarzem przez swoją szkołę. Jak zwykle przy szkolnym sklepiku stała banda z mojej klasy. Wojtek, Filip i Maciek. Codziennie musiałam wysłuchiwać ich komentarzy na temat mojej wagi. Przyznaję, miałam dużą nadwagę. Byłam gruba, ale to nie oznaczało że mogli mnie wyzywać. Pewnego dnia gdy szłam na lekcję matematyki moi znienawidzeni koledzy znowu zaczęli mnie wyzywać.
-O nasza szafa trzydrzwiowa idzie!-krzyknął Maciek i podszedł do mnie.
-Eee Ty słonica! Masz dupę jak swoją chałupę!-Filip podszedł z drugiej strony i zaczął mnie popychać.
-Przestańcie! Nie bądźmy tacy dla koleżanki! Chodź...-Wojtek stanął w mojej obronie. Nie mogłam w to uwierzyć. Zazwyczaj to właśnie on pierwszy zaczynał swoje docinki, a dzisiaj wstawił się za mną. Po lekcjach, gdy wychodziłam ze szkoły Wojtek podbiegł i zaproponował, że odprowadzi mnie do domu.
-Wiesz Ci moi koledzy są strasznie durni. Ja się już z nimi nie będę przyjaźnił. W ogóle to przepraszam za wszystko. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. - zrobił słodką minę.
-Nie gniewam. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
Wojtek przez następne dni był dla mnie bardzo miły. Ze swoimi kolegami wcale nie rozmawiał, za to cały czas zagadywał mnie. Jakiś czas później zapytał mnie czy nie chciałabym być jego dziewczyną...Zgodziłam się. Podobał mi się, był dla mnie miły i bronił mnie, gdy słyszał wyzwiska na mój temat. Moje szczęście jednak nie trwało długo...Pewnego dnia, gdy przyszłam pod klasę podeszłam do mojego chłopaka. Pocałowałam go w policzek na przywitanie, ale on nie był zadowolony na mój widok.
-Dobra...Koniec tego cyrku. Już nie jesteśmy razem.-powiedział to...tak bez uczuć. W jego oczach widziałam obojętność.
-Wojtek...O czym Ty mówisz?-zapytałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Nigdy nie chciałem z Tobą chodzić! Założyłem się z chłopakami, że z Tobą będę!
-Jak mogłeś??
-Serio myślałaś, że mógłbym chodzić z taką grubą rurą jak Ty?
Patrzył na mnie i śmiał mi się w oczy. Wszyscy śmiali się razem z nim. Z moich oczu płynęły łzy. Wybiegłam ze szkoły. Wróciłam do domu. Płakałam zamknięta w swoim pokoju. Mama prosiła abym opowiedziała jej co się stało. Ufałam jej, więc wyjaśniłam powód mojego płaczu. Wspólnie z moją rodzicielką postanowiłyśmy, że zmienię szkołę. Do tamtej szkoły już nigdy nie zawitałam. Nie mogłam uwierzyć, że byłam tak bardzo naiwna i niczego nie zauważyłam...

10 lat później.
Wstałam z łóżka i powędrowałam do kuchni.
-Hejka mamuś.-pocałowałam mamę w policzek i usiadłam przy stole, by zjeść z nią śniadanie.
-Cześć córuś. Na co masz dzisiaj ochotę?
-Na nic konkretnego. Wszystko co robisz zawsze mi smakuje.- popatrzyłam na nią z uśmiechem i zaczęłam przeglądać gazetę, która leżała na stole.
-Mamo...Kiedy kupiłaś tą gazetę?-zapytałam z zaciekawieniem.
-Wczoraj jak zakupy robiłam. W środku są kupony rabatowe do sklepu obuwniczego...Dziecko nie czytaj tego.- mama spojrzała na mnie, gdy zobaczyła co czytam. "Wojciech Szczęsny oświadczył się Marinie".
-Jeszcze zobaczymy czy będzie szczęśliwy...-odłożyłam gazetę i spojrzałam na mamę.
-Córeczko...Ten chłopak zranił Cię 10 lat temu. Teraz to dorosły mężczyzna. Jeszcze mu nie wybaczyłaś tego dziecinnego zachowania?
-Nie, tak samo jak nie wybaczyłam ojcu, że nas zostawił. Wojtek mnie jeszcze popamięta. Szybciej niż myśli...-ostatnie zdanie wypowiedziałam pod nosem tak żeby mama mnie nie usłyszała. Zjadłam z mamą śniadanie i poszłam się ubrać. Patrzyłam na siebie w dużym lustrze, które stało w moim pokoju. Zmieniłam się. Schudłam bardzo dużo. Zmieniłam fryzurę. Niczym nie przypominam wieloryba, którym byłam kiedyś. Mama i ciocia bardzo mi pomogły zmienić mój wygląd. Przeszłam na dietę, chodziłam na basen i na różne zajęcia sportowe aby zrzucić kilogramy. Udało mi się to. Teraz nadchodzi czas w którym to ja będę się śmiała ze Szczęsnego, a nie on ze mnie...

Dwa miesiące później.
Układałam książki na półce. To był ostatni karton. Mogłam już spokojnie zająć się sobą. Nie musiałam się rozpakowywać ani sprzątać. Zadzwoniłam do cioci, że jutro pojawię się w jej restauracji w której miałam pracować. Po krótkiej rozmowie z nią, przebrałam się i wyszłam na zakupy. Wracając dostrzegłam, że sąsiad wychodzi z domu. To była idealna okazja żeby zacząć rozmowę. Rozerwałam sobie delikatnie reklamówkę z zakupami,aby wypadły z niej produkty.
-Och...Dziękuję. - powiedziałam, gdy wysoki mężczyzna zaczął zbierać moje zakupy.
-Nie ma za co. Mieszkasz tu od niedawna prawda?-zapytał. Popatrzyłam na niego. Wysportowany, przystojny. Myślałam, ze tylko w gazetach wygląda tak idealnie...
-Tak.-powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
-Jestem Wojtek.-wyciągnął dłoń w moją stronę.
-Super. Ja też jestem z Polski.-uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego wielką łapę.
-Tak? Oo to świetnie! To gdybyś czegoś potrzebowała to wpadaj do nas. Sąsiedzi są po to aby sobie pomagać - uśmiechnął się szeroko.
-Jasne - odpowiedziałam z uśmiechem a po głowie przeszły mi szatańskie pomysły.

Tydzień później
Stałam przy oknie i obserwowałam sąsiadów, którzy wysiadali z auta.
Po chwili jednak Wojtek wsiadł do samochodu i ruszył przed siebie.
-Czas zapoznać się z sąsiadką - uśmiechnęłam się szeroko i poszłam się przebrać.
Po piętnastu minutach zapukałam do drzwi przyszłej pani Szczęsnej.
-Heeej mieszkam tu od niedawna i pomyślałam, że można się lepiej poznać -spojrzałam na nią z serdecznym uśmiechem.
-Wejdź.-powiedziała z uśmiechem i wpuściła mnie do mieszkania
-Przyniosłam ciasto. -powiedziałam i postawiłam wypiek na stole
-Mmm sama robiłaś? - zapytała.
-Tak, pieczenie, gotowanie to moja pasja. Pracuje w restauracji mojej ciotki do której oczywiście serdecznie zapraszam- powiedziałam z zadowoleniem.
-Oo no proszę. Dobrze wiedzieć. Na pewno wpadniemy.Siadaj, ja zaraz przyniosę herbatę - uśmiechnęła się szeroko.
Po godzinie w mieszkaniu pojawił się narzeczony Marinki.
-Wojtuś chodź do nas, poznasz naszą sąsiadkę. Kto by pomyślał że będziemy mieli sąsiadów z Polski. -uśmiechnęła się do ukochanego.

Tydzień później
Herbatka u Szczęsnego przebiegła dokładnie tak jak tego chciałam. Dzisiaj zaprosiłam ich na kolację. Ale to dopiero początek mojego planu.
-Witajcie, zapraszam - otworzyłam drzwi i zaprosiłam gości do środka.
-Smakuje wam? - zapytałam po jakimś czasie.
-Pyszne! Gdzie nauczyłaś się tak gotować? -zapytał bramkarz
-Ciocia ma swoją restaurację i też uwielbia gotować tak jak ja. To ona wiele mnie nauczyła - powiedziałam i upiłam łyk wina.
-Musisz kiedyś mi udzielić jakiś lekcji, bo jak będę już żoną Wojtka to obiadki same się nie ugotują - wyszczerzyła się, a ja się lekko uśmiechnęłam.
-Możemy zacząć od następnego tygodnia - zaproponowałam.
-O niee, w przyszłym tygodniu mnie nie będzie, bo lecę do Polski.
-Oo szkoda - skłamałam - Jak wrócisz to się Tobą zajme - uśmiechnęłam się szeroko.

Tydzień później
Wiedząc, że Szczęsny jest sam w domu, postanowiłam działać. Poszłam do niego i zaproponowałam wspólny obiad. Nie pomyliłam się co do niego, wiedziałam że się zgodzi.
Po godzinie był u mnie i zajadał się posiłkiem który nam zrobiłam.
-Było naprawde pyszne! - powiedział zadowolony.
-Pysznie to dopiero będzie - powiedziałam i usiadłam bliżej niego.
-Co masz na myśli? - zapytał rozbawiony.
-Nic nie mów. - powiedziałam cicho i położyłam swoją dłoń na jego kolanie, a moje usta znalazły się na jego szyji i twarzy.
-Poczekaj ja nie mogę - wstał z miejsca i popatrzył na mnie poważnie.
-Okej. Możemy ten czas spędzić inaczej. Chciałam żeby było miło, ale jak nie chcesz to okej. To może pooglądamy zdjęcia z dawnych lat? - położyłam na stole fotografie ze szkolnych lat.
-Skąd to masz? - zapytał zdziwiony
-Przepraszam, że zapomniałam się przedstawić. Gruba rura...Pamiętasz?-zapytałam patrząc prosto w jego oczy.
-Czego chcesz? Pieniędzy? - zapytał, a ja głośno się zaśmiałam.
-Nie bądź żałosny. Pieniądze to nie wszystko. Miałam inne plany wobec Ciebie, ale nie jestem taka jak Ty. Zostaje tu na stałe, więc męczarnią dla Ciebie będzie mój widok.
-Chciałaś mnie zaciągnąć do łóżka? -zapytał.
-Ja?? Hahaha dobre. Chciałam żebyś tak myślał. Mam ukochanego i nie zamierzan go zdradzać z kimś takim jak Ty. On mnie kocha i nie ma dla niego różnicy czy jestem słonicą czy nie. To chyba tyle co miałam Ci do powiedzenia, a teraz wyjdź. - powiedziałam.

Miesiąc później
-To ostatni karton? - zapytałam mojego ukochanego.
-Tak. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Piotruś chyba ktoś pukał do drzwi - powiedziałam między pocałunkami.
-Pójdę sprawdzić - odparł.
Po chwili do pokoju Piotrek wszedł z naszą sąsiadką.
-Hej kochana. Przyszłam Ci powiedzieć że się wyprowadzamy, ale z tego co widzę nie będziesz się czuła samotna - spojrzała na Piotrka i puściła mi oko.
-No nie będę, bo mój ukochany wreszcie się do mnie wprowadzil. A wy? Czemu się wyprowadzacie?
-Wiesz...Wojtek marudzi że mu się tu znudziło mieszkać i takie pierdoły. Sama nie wiem o co mu tak naprawdę chodzi. Jak coś to umówimy się na mieście i pogadamy, ja lece pa - cmoknęła mnie w policzek.
-I co? Zadowolona? - zapytał Piotrek siadając obok mnie i obejmując mnie ramieniem.
-Tak, bo nie będę go oglądać, zyskałam nową koleżankę i mam mojego faceta obok siebie - pocałowałam go w usta i uśmiechnęłam się zadowolona.

sobota, 4 lutego 2017

Saul Niguez

Cześć kochane! W zamówieniu byli podani trzej sportowcy, więc wybrałyśmy jednego  i padło na Saula xD Życzymy miłego czytania ☺

Nerwowo chodziłem po mieszkaniu i czekałem na powrót mojej ukochanej. Wiedziałem jak ta rozmowa może się potoczyć. W jej oczach byłem teraz zwykłym kłamcą i świnią. Obwiniała mnie o coś czego nie zrobiłem i nigdy bym nie zrobił...
-Cześć...-odwróciłem się i zobaczyłem ją stojącą w drzwiach.
-Cześć.-odpowiedziałem.
-Przyszłam po swoje rzeczy. Nie zostanę z Tobą ani minuty dłużej.-powiedziała chłodno i otworzyła szafę na ubrania.
-Ile razy mam Ci tłumaczyć, że Cię nie zdradziłem? Ta kretynka przyszła do mnie i sama się rozebrała. Nie dotknąłbym jej! Przecież kocham tylko Ciebie!-próbowałem przekonać ukochaną do zmiany decyzji.
-Spałeś z nią! Przyznaj się!-wrzasnęła.
-Nie spałem z nią! Nic do niej nie czuje! Zrozum to!
-Nie wierzę Ci...-wzięła walizkę do ręki i wyszła z mieszkania trzaskając drzwiami.

Dwa tygodnie później
Wściekły wyszedłem ze stadionu. Po chwili dogonił mnie Griezmann.
-Czego chcesz??-warknąłem.
-Jak masz ochotę pogadać to ja zawsze mogę Cię wysłuchać.-powiedział.
-Daruj sobie. Nie potrzebuje się nikomu zwierzać!
-Stary rób co chcesz, ale jak dalej będziesz przychodził na treningi na kacu to wątpię żebyś w tym sezonie grał chociaż w jednym meczu.-francuz popatrzył na mnie z politowaniem.
-Masz rację. Będę robił co będę chciał.-powiedziałem i wsiadłem do auta.
Jakiś czas później wróciłem do domu. Nie mogłem jednak usiedzieć w mieszkaniu i postanowiłem wyjść. Problemy jakie ostatnio miałem same zadecydowały za mnie gdzie pójdę. Pół godziny po wyjściu z domu znalazłem się w barze. Popijałem kolejnego drinka, gdy obok mnie usiadła pewna dziewczyna. Miała włosy w kolorze złocistego blondu, które były spięte w wysokiego kucyka. Przez dziesięć minut siedziała i przyglądała się jak zatapiam swoje smutki.
-Chodź. Życie jest zbyt piękne i krótkie żeby tyle pić.-uśmiechnęła się do mnie szeroko i złapała mnie za rękę.
-Idziemy do mnie czy do Ciebie?-zapytałem gdy wyszliśmy na zewnątrz.
-Najpierw pójdziemy na jedzenie, a potem ja wrócę do siebie, a Ty do siebie.-powiedziała rozbawiona.
Pół godziny później siedziałem z blondynką w barze i czekaliśmy na jedzenie, które sama dla nas wybrała. Wnętrze tego miejsca było nieco specyficzne, bo wyglądało trochę jak korytarz, długi wąski. Był tu mocny ścisk, to miejsce zapełnione było ludźmi.
-Nigdy tu nie byłem.-powiedziałem patrząc na nią.
-Dzisiaj masz okazję tu być. Podają tu pyszne jedzenie, sam się z resztą przekonasz!-powiedziała głośno przekrzykując tłum.
-Często tu bywasz?-zapytałem po jakimś czasie, gdy już jedliśmy a ludzi było już coraz mniej.
-Kiedyś przychodziłam tu częściej.- odpowiedziała.
-Miałaś rację. Dawno nie jadłem takiego dobrego jedzenia. W sumie mam dietę, dlatego nie zawsze mogę sobie pozwolić na objadanie się.-uśmiechnąłem się do niej.
-Lepiej się objadać niż pić. - odpowiedziała.
-Co kto lubi.- zaśmiałem się.
-Chodź. Za godzinę zamykają. Przed zamknięciem są tu mega tłumy.-wstała, a ja podążyłem za nią.
-Gdzie teraz idziemy?-zapytałem.
-Przed siebie?-zapytała, a uśmiech nie schodził z jej twarzy.
-Jutro mam wolne, więc mogę iść byle gdzie. Przed siebie też mi pasuje. -odpowiedziałem.
Patrzyłem na nią i jej lekki uśmiech, który nadal gościł na jej twarzy.
-Czym się zajmujesz?-zapytałem przerywając ciszę.
-Chwilowo pomagam siostrze. Opiekuję się jej dzieciakami. - spojrzała na mnie i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
-Ciebie się nie zapytam kim jesteś i co robisz. Mój tata to zapalony kibic. Ogląda wszystkie mecze Twojej drużyny.-powiedziała rozbawiona.
-W następnym meczu nie zagram. Trener usadził mnie na ławce.
-Masz problemy?-zapytała bardziej stwierdzając.
-Jakiś czas temu siedziałem sam w mieszkaniu i wtedy przyszła koleżanka mojej dziewczyny. Powiedziała, że na nią poczeka i...zaczęła mnie podrywać, a wtedy do domu wróciła moja dziewczyna...
-Zdradziłeś ją?-zapytała.
-Nie. Nigdy bym jej nie zdradził. Kocham ją, ale ona mi nie wierzy. Wyprowadziła się i nawet nie chce odbierać moich telefonów. Nie wierzy mi...-powiedziałem patrząc w jej oczy.
-Gdyby Cię mocno kochała to uwierzyła by Tobie, a nie tej swojej koleżance.-powiedziała ze spokojem.
-Łatwo Ci powiedzieć...
-To co było jest za nami. Skoro nie chce Cię nawet wysłuchać to znaczy, że jej nie zależy na ratowaniu waszego związku. Nie przejmuj się. Życie się nie kończy. Przeciwnie. Otwiera przed Tobą drzwi do czegoś niezapomnianego. Chodź.-uśmiechnęła się szeroko, a ja po raz kolejny podążyłem za nią.
-Serio? Lubisz chodzić nocą po parku?-zapytałem, gdy spacerowaliśmy między alejkami.
-Chodzić po parku uwielbiam! Nocą już niekoniecznie.-odpowiedziała zadowolona.
-Dzisiaj dorwałaś mnie, więc możesz sobie pochodzić.
-Dokładnie tak! Przynajmniej nie jestem sama w obawie, że ktoś coś mi zrobi.-powiedziała rozbawiona.
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Rozmawialiśmy bardzo długo. Po kilku godzinach odprowadziłem ją do domu, a sam wróciłem do swojego mieszkania.

Dwa tygodnie później
Usiadłem na ławce w szatni. Koledzy próbowali mnie wyciągnąć na piwo wieczorem, ale odmówiłem. Miałem w głowie inny plan na dzisiejszy wieczór. Wracając do domu, uświadomiłem sobie, że nawet nie mam numeru do blondynki. Miałem jednak jej adres. Kilka godzin później stałem przed drzwiami jej domu. Niepewnie zapukałem. Otworzyła mi starsza pani.
-Ty do mojej wnuczki?-zapytała podejrzliwie.
-Tak...Mam do niej sprawę.-odpowiedziałem.
-Poczekaj chwilę.-staruszka zamknęła mi drzwi przed nosem. Stałem i czekałem, aż po kilku minutach wyszła moja znajoma blondynka.
-Heej. Co tu robisz?-zapytała ze swoim szczerym uśmiechem na ustach.
-Masz może ochotę pochodzić po parku? Albo może zjeść coś w moim towarzystwie? Dzisiaj ja stawiam!-powiedziałem śmiejąc się.
-Wiesz...Myślę, że możemy się przejść.-powiedziała i zniknęła za drzwiami, ale po kilku minutach wyszła i poszliśmy razem.
-Twoja babcia chyba bardzo się o Ciebie martwi. Myślałem, że mnie wzrokiem zabije, gdy o Ciebie zapytałem.
-Cała moja rodzina się tak o mnie martwi. Najchętniej by wszędzie za mną chodzili. Tak jest teraz, a co będzie potem?-zaśmiała się.
-Jak znajdziesz sobie porządnego chłopaka, to może będą wiedzieli że jesteś w dobrych rękach i krzywda Ci się nie stanie. - powiedziałem, a w myślach wyobraziłem sobie siebie przy jej boku.
-Taa...Jasne. Nie szukam miłości.-jej twarz nagle zrobiła się mniej roześmiana niż zawsze.
-Dlaczego?-zapytałem zaciekawiony.
-Mam nowotwór. Nie muszę Ci chyba tłumaczyć co to jest. Za parę dni zaczynam leczenie. Nie wiem jak długo pożyję i czy warto jest szukać miłości. Mam rodzinę, która mi daję siłę. Nikogo więcej nie potrzebuje.-westchnęła ciężko.
-A ja? Po co wtedy mnie wyciągnęłaś z baru?-zapytałem lekko zirytowany.
-Widziałam, że masz jakiś problem. Chciałam Cię oderwać od tego czym się zadręczałeś...Przepraszam. Chciałam dobrze.-uśmiechnęła się lekko.
-Nie przepraszaj...-powiedziałem.
-Nie myślałam, że dzisiaj przyjdziesz.-powiedziała ze szczerością w oczach.
-Jutro też przyjdę. Pojutrze też. Każdego dnia będę do Ciebie przychodził.-patrzyłem w jej oczy.
-Po co?-zapytała szeptem.
-Chcę być przy Tobie.-wyznałem.
-Przecież Ty mnie nawet dobrze nie znasz.-spojrzała smutna.
-Chce Cię poznać! Może będę mógł pomóc jakoś finansowo?
-Nie...Nie przychodź. Narobisz mi nadzieii...Lepiej będzie jeśli teraz już pójdziesz i więcej do mnie przyjdziesz.-powiedziała cicho.
-Zostanę. Będę przy Tobie i razem to wszystko przetrwamy. - przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem delikatnie w usta...

Koniec 
Kasia Popowska - Dryfy
Kasia Popowska - Dryfy
Kasia Popowska - Dryfy

sobota, 28 stycznia 2017

Jerzy Janowicz

Hej ♡ Zostawiamy was z Janowiczem, którego zamawiała u nas czytelniczka Magdalena. Za błędy przepraszamy :* Do następnego! ♡♡ 

Zerwałem garść malin i podałem je dziewczynie. Ona zgarnęła owoce z mojej dłoni i włożyła je do buzi. Patrzyłem na nią z zaciekawieniem, a jej blade policzki pokrył rumieniec.
-Chodź...-podała mi dłoń.
-Chciałbym...-wyszeptałem.
-To chodź...-uśmiechnęła się lekko.
-Nie mogę...nie mogę....


                              ***
-Nie mogę!-powiedziałem i zerwałem się z łóżka. Mój pies śpiący w kącie pokoju podniósł głowę i popatrzył na mnie jak na wariata. 
-Zwariowałem...-wyszeptałem i udałem się do łazienki. 
Godzinę później byłem już gotowy do wyjścia. Gdy otworzyłem drzwi ujrzałem moją matkę. 
-A Ty gdzie?-rodzicielka spojrzała na mnie zdziwiona.
-No na trening lecę...-powiedziałem, a mama weszła do mieszkania.
-A śniadanie jadłeś?
-Mamo...Proszę Cię...Ja nie jestem małym chłopcem!
-Jureczku...Synku...Jesteś dużym chłopcem, który nie umie sam posprzątać w domu, nie umie ugotować i w dodatku nie umie znaleźć sobie dziewczyny. -mama pogłaskała mnie po policzku.
-Dzięki...Serio. Ty to potrafisz mnie pocieszyć. Za dwie godziny wracam. -popatrzyłem na mamę i wyszedłem z mieszkania.

Kilka godzin później
Zmęczony po lataniu z rakietą wrzuciłem torbę do samochodu. Usiadłem za kierownicą i odpaliłem swoje auto. Dzień był upalny, a ruch na drodze jeszcze większy. Stałem w korku od godziny. Zrezygnowany włączyłem radio. Artysta w moich samochodowych głośnikach powtarzał słowa w rytm melodii:"TYLE SAMOTNYCH DRÓG MUSIAŁEM PRZEJŚĆ BEZ CIEBIE. TYLE SAMOTNYCH DRÓG MUSIAŁEM PRZEJŚĆ BY MÓC ODNALEŹĆ CIEBIE TU".
-To ile ja jeszcze tych dróg mam do przebycia? Mama ma rację...Musisz sobie Jurku kogoś znaleźć. Najlepiej kobietę która posprząta ten syf w mieszkaniu... - powiedziałem sam do siebie.

Następnego dnia
Wracałem z porannego biegania i zobaczyłem pewną dziewczynę. To była ONA! Dziewczyna z mojego snu! Tylko teraz nie jadła malin w letniej sukience, a szła w eleganckim stroju rozmawiając przez telefon.
-Jurek, zwariowałeś. -wyszeptałem i powolnym krokiem postanowiłem iść za nią. Zagapiony w dziewczynę i jej długie nogi, nie zauważyłem nadjeżdżającego samochodu.
-Mądry jesteś człowieku??? -facet zatrzymał się dosłownie kilka centymetrów przede mną.
-Przepraszam.-powiedziałem w jego stronę.
-Szaleniec! - krzyknął.
Nie zwracając uwagi na gościa z samochodu, poszedłem przed siebie, ale nigdzie nie było mojej piękności ze snu. Nie miałem też pojęcia w którą uliczkę mogła skręcić...
Wieczorem siedziałem przed telewizorem. W pewnym momencie zasnąłem i znowu przyśniła mi się moja anielica. Kładąc się spać, postanowiłem że poruszę niebo i ziemię, ale ją znajdę.

Kilka dni później.
Ubrany w dres ostatni raz spojrzałem na zegarek. Miałem nadzieję, że jeżeli wyjdę dzisiaj o tej samej porze co ostatnio uda mi się spotkać dziewczynę z moich snów. Biegałem w miejscu gdzie ostatnio ją widziałem. Po godzinie zrezygnowany postanowiłem wracać do domu. Wtedy ją zobaczyłem! Szła w czerwonej obcisłej sukience i czarnej marynarce. Jej piękne, długie nogi przyciągały uwagę. Zbliżałem się do niej. Byłem już metr od niej.
-Jurek! Stary!-nagle jak spod ziemi wyrósł mój kolega sprzed lat.
-Cześć Hubert! -przywitałem się z nim, ale dalej obserwowałem moją piękność.
-Masz chwilę?
-Taa powiedzmy...-powiedziałem zrezygnowany, gdy moja anielica zniknęła z mojego pola widzenia.
-To trzeba powspominać stare czasy - Hubert zaśmiał się.
-No jasne jasne. -powiedziałem na odczepnego.
-To co? Dzisiaj wieczorem?
-Dobra. Siema! - pożegnałem się z kolegą i wróciłem do domu.

Wkurzony usiadłem przed telewizorem. Po chwili zjawił się obok mnie mój pies.
-Nic z tego przyjacielu. Dzisiaj też jej nie dogoniłem. W sumie nawet lepiej.Tylko bym się ośmieszył...-wziąłem psa na kolana i zacząłem mu się zwierzać.

Kilka godzin później 
Siedziałem z Hubertem w barze wspominając szkolne czasy.
-A pamiętasz Beatę? - zapytał Hubert.
-Tą grubą i pryszczatą?-zapytałem rozbawiony.
-Tak - Hubert odpowiedział roześmiany - Od dwóch lat jest moją żoną.
-O stary...No przepraszam. Nie wiedziałem -powiedziałem zmieszany.
- W porządku. A Ty Jurek? Masz kogoś? Czy tylko z rakietą żyjesz?-zapytał.
-Na razie jestem sam-powiedziałem dopijając piwo. W moich myślach znowu pojawiła się tajemnicza piękność. Godzinę później postanowiłem się zbierać. Gdy byłem przy drzwiach ujrzałem ją. W sekundzie znalazłem się obok niej.
-Ten dzień przejdzie do historii wiesz?-zagadałem blondynkę.
-O kurde Janowicz - powiedziała rudowłosa dziewczyna, która towarzyszyła mojej pięknej anielicy.
-Tak. Jestem Jerzy Janowicz, a Twoja koleżanka jest najpiękniejszą blondynką jaką widziałem w życiu i w snach. Śnisz mi się po nocach. -spojrzałem na blondynkę
-Jaa nie bardzo rozumiem - blondynka spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
-Śnisz mi się po nocach jak biegasz i zrywasz maliny w letniej sukience -mówiłem patrząc w jej oczy.
-Ej Magda ten facet jest pijany nie słuchaj go. Lepiej zmieńmy miejsce -ruda złapała za ramię blondynkę.
-Magdalena...Moja piękna Magdalena, która śni mi się po nocach.
-Przepraszam panie bardzo, ale Jureczek trochę wypił. - Hubert poklepał mnie po ramieniu i pociągnął w stronę wyjścia.
-Jak wytrzeźwiejesz to bądź tu jutro o 17 -wyszeptała blondynka i złapała mnie za dłoń.

Następnego dnia
Siedziałem i czekałem na Magdę. Zjawiła się po paru minutach w sukience w której mi się śniła.
-To co zamawiamy? Może mają coś malinowego do picia? -Magda uśmiechnęła się szeroko.
-Mam nadzieję że mają -odpowiedziałem z jeszcze większym uśmiechem.

Koniec 😊

niedziela, 1 stycznia 2017

Robert Lewandowski

Hej kochane! Witamy was w Nowym Roku i z tej okazji chciałybyśmy Wam życzyć wszystkiego dobrego, zdrówka i cierpliwości do nas żebyście mogły znosić nasze nieobecności :-( Mamy nadzieję, że ten rok będzie lepszy dla nas wszystkich :-)
Pozdrawiamy ♡ Ola i Magda ♡


Spojrzałem na niebo, z którego powoli sypały płatki śniegu. Wszedłem do domu i zostawiłem zakupy w kuchni. Położyłem kurtkę na krześle i pobiegłem na górę.
Otworzyłem drzwi od sypialni i nie wierzyłem własnym oczom.
-Kochanie...Co Ty robisz? -zadałem pytanie mojej małżonce, która pakowała swoje ubrania do walizki.
-Robert...Ja już nie mogę...-wyszeptała i usiadła na łóżku.
-Ale co się dzieje? -usiadłem obok i chciałem ją przytulić, ale odepchnęła mnie.
-Odchodzę...
-Jak to? Przecież wszystko było między nami dobrze...Zrobiłem coś nie tak? - podszedłem do niej bliżej.
-To moja wina. Rozpad naszego małżeństwa biorę na siebie. Wybacz mi.- powiedziała cicho i po chwili wyszła z sypialni. Próbowałem jeszcze ją prosić żeby została, ale nic to nie dało. Odeszła...

Kilka dni później
Chodziłem bez celu po galerii handlowej już trzecią godzinę. Nie chciałem wracać do pustego domu. Jeszcze tydzień temu biegłem w podskokach do żony, która czekała w domu z obiadem. Wczoraj zabrała wszystko co do niej należało. Gdyby tego było mało nie była sama. Walizki nosił jej jakiś młody chłopak z którym potem odjechała. Zastanawiałem się co było nie tak między nami...Może tak naprawdę nigdy mnie kochała? To było chyba jedyne wytłumaczenie. Bezsilny usiadłem na jednej z kanap znajdujących się na środku galerii.
Patrzyłem na ludzi biegających po sklepach. Do świąt zostało kilka dni a ja nie chciałem nigdzie wyjeżdżać i szukać prezentów dla rodziny. Wolałem zostać sam w wielkim domu. Z kieszeni moich spodni wydobył się dźwięk dzwoniącego telefonu. Przesunąłem zielone kółko na wyświetlaczu i przywitałem się z matką.
-Nie, nie. Zostanę tu sam. Nie martw się o mnie. Jedź do Mileny a ja sobie poradzę.-mówiłem do telefonu i poczułem jak ktoś dotyka mojego ramienia. Odwróciłem głowę i zobaczyłen małą dziewczynkę.
-Mamo potem zadzwonie pa. -powiedziałem i schowałem telefon do kieszeni.
-Pan mówi po polsku? -zapytała patrząc na mnie uważnie.
-Tak-odparłem rozbawiony.
-Mógłby mi Pan otworzyć picie? - zapytała w moim ojczystym języku i pomachała mi przed oczami butelką jakiegoś dziecięcego napoju.
-Jasne- powiedziałem i otworzyłem jej butelkę.
Dziewczynka usiadła obok mnie i piła swoje picie. Ubrana była w różową kurteczkę a z włosów miała zrobione dwa małe kucyki.
-Jak masz na imię? -zapytałem patrząc na nią.
-Lena. A Pan?
-Ja jestem Robert. - powiedziałem lekko rozbawiony - Jesteś tu sama? -zapytałem po chwili.
-Mama jest u cioci w sklepie i płacze a ja sobie poszłam bo chciałam do łazienki.
-Coś się stało Twojej mamie?-zapytałem podejrzliwie.
-Tata się napił i wyrzucił nas z domu.
-Ile Ty masz lat? -zapytałem zdziwiony informacjami jakich mi dostarczała ta dziewczynka.
-Siedem.
-Chodź. Poszukamy sklepu w którym pracuje Twoja ciocia.- wstałem i złapałem dziewczynkę za rękę.
Wędrowałem z Leną po galerii i szukałem sklepu w którym była jej matka. Po piętnastu minutach wszedłem z dziewczynką do małego sklepu obuwniczego. Pani stojąca za ladą szybko podbiegła do Leny.
-Dziecko gdzie Ty poszłaś? -zapytała biorąc ją na ręce.
-Poszłam zrobić siusiu. A gdzie mama? -zapytała.
Z zaplecza wyłoniła się ładna młoda kobieta. Miała piękne niebieskie oczy z których spływały łzy.
-Chodź kochanie...-kobieta złapała dziewczynkę za rękę i skierowały się do wyjścia.
-Poczekajcie. Może coś jednak wymyślę...-sprzedawczyni w sklepie próbowała je zatrzymać, ale nic z tego nie wyszło.
Bez pożegnania wyszedłem ze sklepu i podążyłem za Leną i jej mamą.
-Lenka Lenka! -zawołałem za  dziewczynką.
-Lenuś chodź musimy iść - mama dziewczynki popatrzyła na nią smutno.
-Mamusiu ale Robert mnie woła. - Lena z lekkim uśmiechem popatrzyła w moją stronę a ja kucnąłem przy niej.
-Lenka powiedz mamie żeby nie płakała. Dzisiaj zabieram was ze sobą- spojrzałem na kobietę.
-Jeżeli to jakaś ukryta kamera to ja naprawdę nie mam ochoty na żarty - powiedziała cicho.
-Nie mam ochoty żartować. Macie gdzie iść?-zapytałem.
-Chciałyśmy iść do cioci, ale jej mąż nie lubi dzieci - powiedziała Lena.
-Lena przestań! Ten pan ma na pewno swoje sprawy i nie obchodzą go cudze problemy...
-Moje problemy są niczym w porównaniu do waszych. Jedziemy. - złapałem Lenę za rękę i zaprowadziłem ją i jej mamę do mojego samochodu.

Godzinę później
Otworzyłem drzwi i zaprosiłem je do środka. Sam udałem się do kuchni aby wstawić wodę na herbatę. Lena z mamą usiadły przy stole. Po chwili usiadłem obok nich.
-Zrobię wam herbaty to wypijecie, a ja wrócę za pół godziny.
Po 30 minutach wszedłem do domu z dużym świerkiem.
-Lena lubisz ubierać choinkę? -zapytałem dziewczynkę.
-Uwielbiam! - krzyknęła z radością.
Po kilku minutach przyniosłem karton z ozdobami na choinkę i patrzyłem jak Lena z radością zawiesza bombki na drzewko.
-Dziękuje za dobre chęci, ale naprawdę nie możemy tu zostać i zwalać się Panu na głowę. -kobieta popatrzyła na mnie a jej niebieskie oczy sprawiły że zaniemówiłem.
-Chcesz wrócić do tego pijaka? -zapytałem po chwili szeptem.
-Lena ma za długi język -wyszeptała a z jej oczu popłynęły łzy.
-Nie płacz. W domu jest dużo miejsca i na pewno się pomieścimy. Te święta będą piękne. Zrobimy to dla Leny - powiedziałem z lekkim uśmiechem i po chwili w trójkę stroiliśmy drzewko.

6 miesięcy później 
Stałem w szatni i czekałem aż reszta chłopaków  z reprezentacji się przebierze. Za chwilę miał się odbyć ważny mecz w tych eliminacjach.
-Stary nie mieliśmy jak pogadać. Ty jesteś pewien że dobrze robisz? Ledwie rozstałeś się z Anią, a już w Twoim domu jest nowa kobieta i to jeszcze z dzieckiem. Przygarniasz je tak naprawdę z ulicy nic o nich nie wiedząc to trochę szalone nie sądzisz? -Peszko patrzył na mnie uważnie.
-Sławek...Myśl sobie co chcesz, ale Lena i jej mama są dla mnie teraz najważniejsze! Nawet nie wiesz ile się w moim życiu zmieniło przez te pół roku! One się wyrwały z rąk alkoholika, a ja wreszcie czuję że mam normalny dom. Kocham je i jestem szczęśliwy.
-Robciu a ta mama Leny to przypadkiem Ci nie zastępuje Aneczki? - Szczęsny popatrzył rozbawiony.
-Nie interesuj się - zaśmiałem się i po chwili dodałem - Jak coś będę miał wam oznajmić to na pewno to zrobię.

Dwa miesiące później
Wstałem z łóżka i poszedłem do kuchni gdzie czekała na mnie niespodzianka.
-Sto lat wujku! - Lena wskoczyła mi na ręce i pocałowała mnie w policzek - Zrobiłyśmy z mamą dla Ciebie tort!
-Dziękuje, jesteście kochane! -powiedziałem.
-To my Ci dziękujemy. Za wszystko. - młoda kobieta podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek przytulając się do mnie. Popatrzyłem w jej niebieskie oczy i pocałowałem lekko w usta.
-Ja wam dziękuje za to, że jesteście - powiedziałem i obie mocno przytuliłem.